W marcu 2007 ruszyłam w podróż na południe. Doha to nasz nowy dom. Egzotyczny i niezwykły.
RSS
wtorek, 28 stycznia 2014
No i stało się.

Po raz pierwszy zagustowałyśmy w tym samym jegomościu z małą o. Nie liczę wcześniejszej sympatii do Gregory Pecka, bo miała łagodniejsze objawy.

Teraz - przeciwnie.

Teraz - inaczej.

Teraz ściany pokoju małej o pokrywają niezliczone zdjęcia. On z łukiem, on odrzucający włosy, on z mieczem, on w kolczudze. On rozmarzony. On zacięty, on w świetle księżyca.

Mała o (wiem, bo zajrzałam) podpisuje się ostatnio jako 'mała o - Greenleaf'. A na drzwiach wśród fotek pyszni się wielki napis: Keep Calm and Love Legolas.

Moim zdaniem - napis całkiem zbędny. Mała o naprawdę nie musi sobie zostawiać po kątach notatek, które przypominałyby jej, że ma kochać Legolasa.

Wpadła jak śliwka w kompot.

I ma do mnie wciąż pretensje, że ja zaklepałam sobie Legolasa (i Aragorna, a jakże) jeszcze przed jej urodzeniem.

Czasem, widzicie, opłaca się być starą babą.

Tagi: dziecko
07:36, olena.s
Link Komentarze (22) »
sobota, 25 stycznia 2014
Wypadki

W Katarze w ubiegłym roku zmarło/zginęło blisko 200 robotników budowlnaych.

To na moje oko lekko dwa i pół razy więcej niż w Polsce, gdzie rocznie w wypadkach ginie poniżej setki. Dwa i pół, bo w Polsce pracuje w budowlance około 900 tysięcy, a w Katarze - około 600. Ale może to być tylko dwa razy więcej, bo tych 200 to nie tylko ofiary wypadków, ale chorób zarówno zawinionych przez pracodawców (n.p. udar spowodowany zbyt długą pracą w upale) jak i niezawinionych (choroba niedokrwienna, powiedzmy).

Jasne, można powiedzieć, całkiem zgodnie z prawdą, że w krajach pochodzenia zatrudnionych tu robotników wypadkowość pewnie nie jest mniejsza, a chętnych do  przyjazdu do Zatoki jest wielokroć więcej niż miejsc pracy. I można dodac również, też zgodnie z prawdą, że firmy wysyłające robotników z Nepalu czy Indii zapewne nie przeprowadzają rygorystycznych badań lekarskich zanim wyprawią kandydata do Zatoki.  Święta prawda. Święta prawda. Ale drobna różnica polega na tym, że Katar jest, do cholery, najbogatszym państwem świata, i stać jest go na narzucenie firmom obowiązku odpowiednich zabezpieczeń, badań, kontroli. O ile władze uznają, że nie uchodzi im popuszczać cugli firmom budowlanym. Że cierpi na tym ich honor i wizerunek.

Nadzieja w tym, że wobec zainteresowania Amnesty i ILO, że nie wspomnę o fanach futbolu czekających na mistrzostwa w 22 roku,  sprawy nie da się zamieść pod dywan i ciągnący grube zyski z deweloperki zostaną przymuszeni do podjęcia odpowiednich kroków.

Trzymam kciuki.

 

22:46, olena.s
Link Komentarze (3) »
czwartek, 23 stycznia 2014
Tylko bez żelu mi tu!

Zakrzyknął nowy szef MSW w Kuwejcie. A adresatami okrzyku byli lokalni policjanci.

Mają oni odtąd poddać się niejakiej uniformizacji.

Może nie będzie to jeszcze grooming na poziomie stewardess, ale w siłach prawa i porządku zmieni się sporo.

Włosy nie mogą być odtąd długie, twarz - nieogolona. Jeżeli broda - to schludna, w określonej długości i za zgodą przełożonego. A także żadnego żelu i bez, powtarzam, bez nieakcpetowalnych samodzielnych przeróbek munduru!

Ech, ten świat nie jest miejscem dla fantastów i romantyków.

Paszczaki zwyciężają na całej linii.



poniedziałek, 20 stycznia 2014
Ach, te religie

Mała o popędziła do szkoły niosąc własnoręcznie wykonany plakat religijny na historię (już do końca roku będą się podczas social studies zajmowali religiami właśnie).

Nie dotyczy on jednak ani chrześcijaństwa, ani islamu, ani buddyzmu, ani nawet wesołej czeredy z Olimpu. O nie, nie, nie. Plakat opisuje własną religię małej o, bazowaną nieco na świecie narnijskim, ale rozwiniętą trochę w kierunku Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, a ciut w innych kierunkach, których nie podejmuję się określić.

Mała o - i jej klasowi koledzy - mieli bowiem za zadanie stworzenie własnych religii i opisanie ich wedle wzoru siedmiu wymiarów. Składają się na nie:

1. Rytuały

2. Narracja i mity

3. Emocje

4. Etyka i prawo

5. Doktryna i filozofia

6. Elementy materialne.

7. Wymiar społeczny i instytucjonalny.

Właśnie za to namiętnie kocham szkołę małej o. Zamiast wkuwania - twórcze podejście, a systematyka i szersze rozumienie społecznego i kulturotwórczego sensu religii samo im wchodzi do głów. Mimochodem, mozna powiedzieć. I w otoczeniu zdrowej, krytycznej analizy.

Mali muzułmanie nie wymyślali, biedni, nowej religii, tylko opisywali wedle powyższego wzoru islam. Pewnie mieli przy tym o wiele mniej frajdy, ale za to jakże miłe poczucie moralnej słuszności.

 

Innym powodem mojego uwielbienia dla szkoły jest fakt, że jak bardo niewiele placówek edukacyjnych ma ona korzenie w ambasadzie, i stąd jest stosunkowo odporna na reorganizacyjne pomysły lokalnego ministerstwa edukacji. Ostatnio dąży ono do ujednolicenia kalendarzy szkolnych - oznacza to spore przesunięcia w terminach i of kors maj hors dostosowanie planu pracy do świąt muzułmańskich. Co oznacza również brak wolnego na Boże Narodzenie, kiedy to połowa populacji ekspackiej rwie do rodzin na północ.

Ach, te religie.

czwartek, 16 stycznia 2014
Brrrrrrrrr

Wczoraj wieczorem wyskoczyłam do sklepiku za rogiem. Czekając na swoją kolej zawisłam, zadumana, wzrokiem na swoich stopach.

Miałam na nich sandały. Spod ich pasków radośnie puszyły się grube skarpetki, kolor żywiutki błękit. Wyżej były beżowe bojówki, a jeszcze wyżej - stary, czerwony żakiecik. Aksamitny. Wyglądałam jak strach na wróble.

Ale za to było mi ciepło mimo straszliwego mrozu sięgającego 14C.

Bo mamy zimę.Padalo już parę razy, niebo jest czyste, bez przymgleń, pył spłukany z palm i dachów.

Więc ,i zdarza się wyglądać jak strach na wróble - doprawdy, moja ciepła garderoba jest żałośnie uboga - i podobnie wyglądaja też inni. Arabom zdarza się nosić na galabiji kurtkę, co pasuje mniej więcej tak samo, jak krawat do piżamy. Hindusi wyglądają jak wiejskie babcie, w chustkach na głowie.

A najciekawiej jest poza Dohą. Czy nie pomyślelibyście, że to pierwsza ruń wschodzi na polach północnej Europy?

 

 

A to pustynia.....

 

Zdjęcia za Doha News

12:53, olena.s
Link Komentarze (19) »
środa, 15 stycznia 2014
Wiem, gdzie się nie rozerwę.

Ano, w kinie się nie rozerwę, na filmie 'Wilk z Wall Street". Albowiem cenzorzy rozszaleli się z nożyczkami i ciachnęli aż 46 minut z filmu. Rekord, można powiedzieć, bo w sąsiednich Emiratach wycięto o minutę mniej. Czyli wyszarpano 1/4 filmu - z efektem dość silnym, bo ponoć ni cholery nie da się zrozumieć, o co biega i kto kogo.

Poczekam na DVD, oto, co zrobię.

Zwłaszcza, że dvd nie są tu cenzurowane.

11:13, olena.s
Link Komentarze (3) »
wtorek, 14 stycznia 2014
Z zupełnie innej beczki...

Mała o ma ostatnio historycznego świra. W związku z czym od kilku tygodni w uszy nieustannie waliły mi dźwięki pieśni z BBC-owskiego programu "Strrraszna Historia'.

Kto ma dzieci w odpowiednim wieku, ten być może zetknął się z wydawanym także po polsku cyklem książek i wie, o czym mówię. Seria książek została w ostatnich latach wykorzystana jako podstawa do programu TV, który zebrał, całkiem zresztą słusznie, masę nagród, dla mnie zaś stał się nie tylko rozrywką ale i kanwą do pełnych zazdrości rozmyślań.

Ale najpierw wam pokażę piosenkę o czterech królach Jerzych:

Bardzo przepiękna, moim zdaniem. Podobnie jak piosenka Bodiki, znanej mi wczesniej jako Bodicea, czyli królowa-wdowa, która popędziła (czasowo, co prawda) niezłego kota Rzymianom i spaliła Londyn, zwany wówczas Londinum. Don't dis dismiss!

 

Teraz już widzicie, na czym to polega: różne ciekawe, ważne, zabawne, dziwaczne, kluczowe elementy historii przerobione na rockowe, popowe czy musicalowe piosenki. Albo na telewizyjne formaty, jak ten wywiad z Henrykiem II. (..."Czy ktoś uwolni mnie od tego przeklętego klechy!?)"...

 ... albo Masterchef (oczywiście - historyczny). Albo kuchenne rewolucje, czy historyczna wymiana żon. (Ty babilońska grzesznico! - Będziesz się smażyć w piekle!)

 Delektuję się więc strrrrasznymi historiami w wersji telewizyjnej, i zazdroszczę Brytolom do bólu poczucia humoru i dystansu do samych siebie.

Wiem, wiem, był rapowany poczet królów polskich... Ale wyobrażacie sobie naszą krajową wersję i podśmiewanki, niechby i ciepłe, z powstańców listopadowych? Kościuszki? Piłsudskiego? Stanisława Augusta? Wyobrażacie sobie na miejscu Budiki taką Emilkę Plater? Na przykład w stylu metalowym wychwalająca uroki zarąbywania przeciwnika szablą?

No właśnie, ja też nie. Niestety.

A na koniec mam jeszcze jedną piosenkę - chyba jedyną, w której przewijają się nasi krajanie.

21:54, olena.s
Link Komentarze (7) »
wtorek, 07 stycznia 2014
Kamienowanie za zdradę

Oczywista wszyscy wiedzą, że za zdradę małżeńską można zgodnie z szarią zostać ukamienowanym. Ale chyba nie wszyscy słyszeli o drugiej stronie tego medalu, a mianowicie o karze za fałszywe zarzucenie zdrady kobiecie czystej i niewinnej.

O  ile obwiniający nie ma dowodów, może zostać bardzo surowo ukarany. Ma to źródło w oskarżeniu, jakie niegdyś wysunięto pod adresem najsłynniejszej żony proroka. Pojawiła się oto pogłoska o romansie pomiędzy Aiszą, a jednym z żołnierzy Mahometa, Safwan bin al-Muattalem. Cztery osoby spomiędzy współpracowników i powinowatych proroka publicznie oskarżyły Aiszę o zdradę.

Jednak Mahomet uznał (po objawieniu) że jego zona była niewinna. Wtedy powstał werset, zalecający aby ci, którzy 'oskarżają niewinną o zdradę, ale nie mają czterech świadków jej występku zostali ukarani 80 batami'.

Właśnie taki los spotkał przed wiekami oskarażycieli Aiszy. I taki samiutki przypadł teraz pewnemu Saudyjczykowi, który co prawda nie wniósł skargi do sądu, ale pozwolił sobie na oszczerczy tłit w stosunku do saudyjsko-kuwejckiej piosenkarki. Jak zwykle prasa nie podaje szczegółów - poza faktem, że zarzucił jej nielegalne obcowanie seksualne i wkleił sfotoszopowane zdjęcia damy z adoratorem podczas, ekhem, bardzo prywatnych chwil.

Shams - bo tak zwie się owa gwiazdka - wkurzyła się i poszła do sądu. A sąd (saudyjski!) skazał tłiterowicza na trzy miesiące więzienia, grzywnę 10 tysięcy riali oraz 80 batów.

Wyrok sam przez się nie jest czymś wyjątkowym, acz media podkreślają, że na ogół przedstawiciele przemysłu rozrywkowego nie są przez saudyjski wymiar sprawiedliwości traktowani miło, a panna Shams - także z powodów wizualnych - nie powinna spodziewać się ze strony sędziów sympatii. Zresztą - sami rzućcie okiem.

09:30, olena.s
Link Komentarze (10) »
niedziela, 05 stycznia 2014
Rozwody

W Zatoce trzeba mieć konkretny powód do rozwodu.

I czasem są one bardzo zaskakujące.

Ostatnio w Kuwejcie młoda małżonka wniosła o zakończenie trwającego tydzień małżeństwa, albowiem nie jest w stanie znieść, jak jej ślubny je zielony groszek posługując się chlebem, zamiast widelcem.

Inna zażądała rozwodu z powodu pasty do zębów, którą szanowny mąż wyciska nieodmiennie ze środka tuby.

Panowie też są rozrywkowi - pewien jegomość rozwiódł się z żoną, która odmówiła przyniesienia mu szklanki wody. Zdaniem pani od tego jest służba domowa, zdaniem pana - zlekceważyła obowiązki małżeńskie.

Prawnicy twierdzą, że przypadki małżeństw zawieranych po bożemu, czyli de facto z nieznaną osobą, należą dziś do rzadkości, i apelują, aby pary spożytkowały okres narzeczeństwa na bliższe przyjrzenie się kandydatowi.

23:05, olena.s
Link Komentarze (5) »
Toy story

Ja przepraszam, ale znów będzie o muzeum zabawek. Tym razem salzburskim. I znow będzie o domkach, które, szczerze mówiąc, uwielbiam bezgranicznie. Mnie, starą gropę, aż palce świerzbią, kiedy widzę te wnetrza, w których nocnik jest naprawdę z porcelany, wiadro - z blachy, a cynowe talerze - z cyny.

Być może prezentuję tego szmergla, bo bardzo zapadła mi w pamięć historia o moim pra-pradziadku, który zrobił dla swojej wnuczki takie cudo. Był w nim nawet stolik do gry w szachy, inkrustowany hebanem i klonem...

Oczywiście po wielkim kryzysie, po rodzinnym bankructwie, po wojnie, powstaniu i całej reszcie, z domku pozostała tylko opowiedziana mi przed laty historia. No, ale wracajmy do Salzburga.

Ten domek poniżej ma zaledwie sto lat, do muzeum przekazał go pierwszy właściciel (ani chybi gender już wtedy podnosił swój ohydny łeb, bo o ile dobrze zrozumiałam, właściciel był chłopcem). Rąbnęłabym go z muzeum z radością, a potem bawiła się w jakimś kącie godzinami.

A tu 170-letni sklep kolonialny. Od razu przypominają mi się zapiski starego Rzeckiego, który opisywał swoje kupieckie początki w niemieckim sklepie pełnym szuflad. Pamiętacie?

Stary Mincel i w niedzielę bywał w sklepie. Rano modlił się, a około południa kazał mi przychodzić do siebie na pewien rodzaj lekcji. Sag mir - powiedz mi: was ist das? co jest to? Das ist Schublade - to jest szublada. Zobacz, co jest w te szublade. Es ist Zimmt - to jest cynamon. Do czego potrzebuje się cynamon? Do zupe, do legumine potrzebuje się cynamon. Co to jest cynamon? Jest taki kora z jedne drzewo. Gdzie mieszka taki drzewo cynamon? W Indii mieszka taki drzewo. Patrz na globus - tu leży Indii. Daj mnie za dziesiątkę cynamon... O, du Spitzbub!... jak tobie dam dziesięć raz dyscyplin, ty będziesz wiedział, ile sprzedać za dziesięć groszy cynamon... W ten sposób przechodziliśmy każdą szufladę w sklepie i historię każdego towaru. Gdy zaś Mincel nie był zmęczony, dyktował mi jeszcze zadania rachunkowe, kazał sumować księgi albo pisywać listy w interesach naszego sklepu."

Właściwie sklep jest dokładnie z czasów, kiedy Rzecki terminował u Mincla. Musiał powstać gdzieś na przełomie trzydziestych i czterdziestych lat XIX wieku.

Wśród towarów uwagę zwraca worek (płócienny, a jakże) z mąką. Białą, węgierską.

Zauważcie ładnie odpęknięty tynk na kominie i przygotowaną wiązkę drewna. Tu się gotuje smacznie i kalorycznie, od razu widać.

A tu luksusowy drobiazg: kołowrotek z kości słoniowej.

Ale dość już o domkach.

Nie wiem, czy natrafiliście w anglosaskich lub niemieckich książkach dla dzieci na wspomnienia o zabawach Arką Noego? Jako dziecko socjalizmu nigdy nie miałam okazji oglądać ich w naturze, tym, bardziej cieszę się, kiedy udaje mi się to w muzeach. Tu arka wraz z mieszkańcami:

Są nawet trzy kabiny z łóżkami. A w środkowej z nich - niespodzianka, która doprowadziła mnie do spazmów radości. Bo oczywiście pamiętacie, że Noe był na samym początku? Znacznie, znacznie przed Nowym Testamentem i opisanymi w nim wydarzeniami? No, jak widać twórca tej oto ściśle chrześcijańskiej Arki miał tu zdanie odrębne. Jego zdaniem Noe przewidział ukrzyżowanie i konsekwencje teologiczne tegoż. Oto dowód:

I na koniec samo muzeum. Mieści się w budynku przyklejonym do skały, co tu i ówdzie widać doskonale.

09:43, olena.s
Link Komentarze (5) »