W marcu 2007 ruszyłam w podróż na południe. Doha to nasz nowy dom. Egzotyczny i niezwykły.
RSS
niedziela, 27 kwietnia 2014
No, tego to jeszcze nie było, jak rany.

Dla mnie - cheesburger, dla wielbłąda - frytki i koktajl.

 

18:49, olena.s
Link Komentarze (6) »
wtorek, 15 kwietnia 2014
O pożytkach z nikabu.

Ileż ja się już naczytałam klątw lub wyrazów współczucia dla muzułmanek noszących nikab, czyli zasłonę na twarzy.

Jedni je potępiają, w imię wolności osobistej, inni im współczuja - w imię wolności osobistej.

Ale chyba jeszcze nie trafiłam na głos, który by tym pozasłanianym zazdrościł.  A niesłusznie, Czytelniku drogi, niesłusznie. Prosty nikab i abaja pozbawiona ozdób to wszak możliwość pełnej anonimowości. Zniknięcia z radarów. Któż z nas, odkrytotwarzych, podniesionoprzyłbicych może taki figielek wywinąć?

Jeżeli przemówiło ci to do przkonania, to postaw się proszę Czytelniku na miejscu dobrej żony, która dowiaduje się, że mąż robi ją w konia z jakąś inną panią. Robi ją w konia systematycznie. W tutejszym świecie oznacza to tyle, że bezczelnie i w tajemnicy bierze sobie drugą żonę.

Żona  chce się upewnić co do sytuacji i zadziałać jako karcąca ręka sprawiedliwości.

I co robi?

Zakłada nikab, oczywiście.

Ukryta jak w czapce niewidce, niedostrzegalna w czarnych zawojach, upewia się co do swego: widzi męża z lafiryndą wsiadających do autobusu. Wsiada z nimi, niewidzialna i groźna. A potem może jej mąż bierze tamtą za rękę, albo wykonuje jakiś inny gest i nasza zona nie wytrzymuje. Z czarnych fałd wyciąga giwerę (wspomniałam, że poza nikabem dobra żona wzięła ze sobą również spluwę?)  i strzela do niewiernego męża. Który osuwa się na ziemię i, jak to mówią Amerykanie, nie wie nawet, co go trafiło.

Żona zostaje oczywiście aresztowana. Świadkowie słyszą jej triumfalny krzyk: Zabiłam tego bydlaka! To kara za zdradę!

Tak właśnie ostanio stało się w Nablusie, na Zachodnim Brzegu, o czym doniósł nam Gulf News.

Tagi: obyczaje
09:16, olena.s
Link Komentarze (35) »
sobota, 12 kwietnia 2014
Jakby ktoś potrzebował rozweselenia

To polecam

12:39, olena.s
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 07 kwietnia 2014
Jak dobrze, że nie jestem młodsza...

o tych parę lat. Jak dobrze, że nie przyjechałam właśnie do Kataru i nie szukam szkoły dla dziecka. Zapewne odeszłabym od zmysłów a następnie obwiesiłabym się na pierwszej suchej gałęzi. E, tego, na latarni.

Wtedy poszukiwanie szkoły dla dziecka było zajęciem upiornym (co opisałam tu i tu). Dziś jest drogą przez piekło.

Wtedy wszystkie lepsze szkoły miały nadmiar chętnych: powiedzmy, po dwóch kandydatów na miejsce. Rodzice się stresowali, ganiali po mieście, a i tak zdarzało się, że dzieciak musiał zostać zaparkowany byle gdzie, a do właściwej placówki wpychał się pół roku czy rok później. Dziś dzieciom grozi wieloletni homeschooling. Albo repatriacja: jak poinformował ostatnio dyrektor jednej z topowych brytyjkich placówek, na 40 wolnych miejsc ma 3000 aplikacji. Trzy, cholera, tysiące!

W dodatku zabawa w poszukiwanie szkoły należy do zajęć kosztownych. Wiele placówek przyjmuje od rodziców opłatę za wpis na listę oczekujących, (stówka, albo więcej), a potem znów wyciąga rączkę, kiedy dzieciak udaje się na tzw. assesment, czyli wstępną ocenę (może to być i pięć setek). Że zaś miejsc w szkołach brak, to rodzice działają na kilku frontach na raz, co może równać się wydatkowi paru tysięcy - i to bez żadnej gwarancji powodzenia.

I nie ma widoków na szybką a radykalną poprawę. Katar rozbudowuje się w związku z mistrzostwami, wciąż ściąga nowych pracowników, więc robi się coraz tłoczniej.

Rozwiązaniem nie jest, bynajmniej, umieszczenie dizecka w szkole katarskiej: po pierwsze zasadniczo przyjezdni nie mają do tego prawa, po wtóre tylko wyrodny rodzic wysłałby swoje dziecko do szkoły, w której 30% absencja nie jest niczym nadzwyczajnym, w którym religię wykłada się przez 9 godzin tygodniowo, a wyniki międzynarodowych badań pokazują, że niemal nie da się stworzyć gorszego i mniej wydajnego systemu nauczania.

Tak, cieszę się, że nie jestem młodsza.

 

15:09, olena.s
Link Komentarze (6) »
czwartek, 20 marca 2014
Hodujmy pomidorki

Subtelności polityki w Zatoce raczej nie lądują na pierwszych stronach gazet europejskich, zwłaszcza w obecnych niespokojnych czasach więc pewnie nie wiecie, że mamy tu niezłą awanturę dyplomatyczną. Sąsiedzi, czyli Emiraty i Saudia poinformowały o wycofaniu z Kataru swoich dyplomatów. A co poniektórzy dobrze poinformowani szepczą nawet o możliwym zamknięciu granic.

Dowcip polega na tym, że jedyna lądowa granica łączy Katar z Arabią Saudyjską.  I nad Arabią latają samoloty Qatar Airways.

Generalnie poszło o Egipt, i o postawę Kataru: może o tym nie wiecie, ale po przewrocie (Mursi w więzieniu, Sisi przy władzy) Arabia Saudyjska, uznająca Bractwo Muzułmańskie za organizację terrorystyczną, niebezpieczną dla stabilności regionu, poparła Sisiego. Podobnie postąpiły zresztą Emiraty. Za to Katar nie zmienił poglądu co do legalności władzy Mursiego.

Oba państwa poróżniły się też co do pożądanej taktyki w Syrii, faktu, że Katar godzi się na przebywanie na jego terytorium Al Qardawiego, duchownego o mocno pro-bractwowskim (o, wymyśliłam nowe słowo, juppi) nastawieniu i oczywiście o Al Jazeerę. Ponadto plotki i ploteczki mówią o (rzekomych) katarskich próbach destabilizacji Saudii i o związkach z jemeńskimi rebeliantami.  

Gdyby faktycznie zamknięto granice, to zaiste, nie pozbierałabym się ze śmiechu.  

Katar importuje coś 80 procent żywności - w dużej mierze przez Arabię właśnie. Gdyby odcięto dostawy lądowe i zamknięto dla QA saudyjską przestrzeń powietrzną, to niewątpliwie zrobiłoby się nam głodno i drogo. Tak, wiem że w swoim czasie postawiono ekspresowo most powietrzny i wykarmiono Berlin Zachodni, ale sytuację mamy dziś deczko inną. Nie jestem pewna, kto mianowicie miałby wysyłać te masy samolotów (w szczycie berlińskim lądowaly co dwie minuty). 

No i co mogą w związku z tym zwykli, mali ludzie? Żałośnie niewiele, podobnie jak w tylu innych sprawach.

Ja robię tyle, że hoduję pomidory. Kilka krzaczków w paru skrzynkach.

Jakby co, będą jak znalazł.

 

08:55, olena.s
Link Komentarze (9) »
środa, 12 marca 2014
Ząb za ząb

Saudyjski sąd rozliczył się z mężczyzną, oskarżonym o pobicie matki.

Posiedzi w więzieniu przez lat pięć, z czego przez dwa pierwsze spać będzie głównie na brzuchu: poza pozbawieniem wolności skazany bowiem został również na batożenie. 40 uderzeń aplikowanych będzie co 10 dni.  A że kara opiewa na 2400 uderzeń, cykl powtarzać się będzie sześćdziesięciokrotnie, czyli przez  600 dni.

Zostanie mu również ukruszony ząb, bo i on swojej matce ukruszył.

Chyba nigdy w orzeczeniach sądów regionalnych zasada 'ząb za ząb' nie jest wykorzystywana tak często, jak w przypadku przemocy wobec rodziców.

12:41, olena.s
Link Komentarze (7) »
czwartek, 20 lutego 2014
Nie mam już kota.

Straciliśmy kota Findusa. I czuję się jak zbrodniarka.

Kot nam zachorował. Nie było tak źle, może doszedłby sam do siebie za dzień, dwa? Ale oczywiście musiałam go zawieźć do weterynarza. Musiałam, kretynka cholerna.

Weterynarz obejrzał Findusa, znalazł jakieś paskudzto w pyszczku, powiedział, że trzeba zrobić zabieg i że kota zatrzyma w klinice na dwie doby. Zapłaciłam jakieś potworne pieniądze i zostawiłam kota u tych.......

Sama oddałam biedaka w ręce tych niekompetentnych buców.

Nie odzywali się. Przyjechałam więc po Kota o umówionej porze. Czekałam i czekałam, aż wreszcie Filipinka zamiast przynieść Findusa poprosiła mnie do gabinetu dyrektora.

Hindus, szef tego ansztaltu, nosił garnitur i miał głupią minę.

- Nie mamy pani kota - powiedział. - Zniknął.

- Pan żartuje, oczywiście? - uśmiechnęłam się, bo nie zmieściło mi się to po prostu w głowie.

- Nie. Nie ma go w klatce.

- Jak to, nie ma???

- Nie ma. Ktoś go musiał wypuścić.

- Jak to?

- Może ktoś spiskuje przeciwko mojej klinice? Pielęgniarz mówi, że rano klatka była pusta.

Obeszłam klinikę. Klatki pozabiegowe, hotel, trawnik, zakamarki.

Kota nie było.

Do zachrypnięcia gwizdałam naszym specjalnym gwizdem, na który zawsze przychodził. Nic.

Jakie szanse ma mój biedny, wykastrowany Findus, po zabiegu i w szoku na obcym terenie? Żadne. Absolutnie żadne.

Nie mam już kota.

I niech cholera jasna strzeli tych durniów z kliniki.

 

 

 

18:32, olena.s
Link Komentarze (30) »
niedziela, 09 lutego 2014
Nadal w Śródziemiu i w okolicach.

Mała o nadal przebywa duchowo w Rivendell, skąd niechętnie i ospale wyłania się tylko dla spełnienia najbardziej nieodzownych obowiązków szkolnych. Mimo zatkania 4/5 szarych komórek boskim Legolasem udało jej się napisać egzamin z matmy tak dobrze, że - przynajmniej wedle jej zapewnień - ma już w kieszeni miejsce w zaawansowanej matematycznie grupie na rok przyszły.

Kiedy jednak nie biedzi się akurat nad potwornościami w rodzaju 6x+2 +(-4/2), wsiąka na jutubie i brodzi gdzieś pomiędzy Isengardem a Shire, eksplorując wszelkie dostępne odpryski Tolkiena.

Tą metodą znalazła niejakiego Painta - polecam go waszej uwadze, bo chłopię ma niewątpliwy talent. Oto bryk doskonały: cztery tysiące stron Władcy Pierścienia skrócone - i to jak! do wątłych 99 sekund.

 

Polecam więc Painta (w realu - Jona Cozarta) waszej uwadze. Wyjątkowo zdolny szczeniak.

Gdybyście chcieli zniechęcić wasze drobne dziatki do Disneya, to macie tu kolejne dzieło: co stało się po 'żyli długo i szczęśliwie' z bohaterkami filmów. No, za dobrze się nie działo: Arielka zatruta przez BP, Towarzystwo Ochrony Zwierząt usiłuje odebrać Belli Bestię, książę Ali siedzi (za niewinność!) w Guantanamo, a Pocahontas z lubością ciągnie flaki z Anglików i wycina serca Hiszpanom. A, i ma trypra.

Jakbyście mieli problem z uchwyceniem tekstu, to kliknijcie w ikonę klawiatury w prawym dolnym rogu i napawiajcie się, jako i ja się napawam.

23:29, olena.s
Link Komentarze (14) »
piątek, 31 stycznia 2014
Jemen - obrona panny młodej

Pewien ojciec zdecydował się wydac córkę za mąż. Ośmioletnią córkę, uczennicę szkoły podstawowej. Za kuzyna.

Nie wszystkim się to spodobało. Zadziałał wuj. Nie wiem, czy przekonywał ojca otwarcie do zmiany decyzji, ale jeżeli tak, to nie odniósł sukcesu. Na dzień przed ślubem skontaktował się więc z policją. Która ruszyła na ratunek transporterem opancerzonym.

Ojciec panny młodej na ten widok zamknął w domu żonę i córkę, a sam umknął. Jedno i drugie okazało się nieskuteczne - policja zmusiła matkę do otwarcia, a ojca zatrzymała i osadziła. Następnie zaś trzymała go pod kluczem, póki nie obiecał, że wycofa się z małżeństwa, aż dziewczynka dorośnie.

Czyli  happy end, mam nadzieję.

W Jemenie (i Arabii Saudyjskiej) nie ma miminalnego wieku niezbędnego do zawarcia legalnego małżeństwa.

Z ostatnio opublikowanego raportu wynika, że aż 65% jemeńskich dziewcząt wychodzi za mąż przed osiągnięciem dorosłości. Zaledwie 7% chłopców jest żenionych przez 18 rokiem życia.

Lokalni aktywiści sprzeczają się  o najskutecznieją metodę zmiany tego stanu rzeczy. Chcą wprowadzenia legalnego minimalnego wieku uprawniającego do zawarcia małżeństwa, ale wielu obawia się, że niewiele to zmieni.

Część muzułmańskich konserwatystów uważa, że nie wolno wprowadzać minimalnego wieku, ponieważ nie ma go w Koranie i Hadisach. A to znaczy, że wprowadzenie go do prawa byłoby poprawianiem bożej instrukcji, czyli -  obrazą Boga. Inne kręgi muzułmańskich duchownych skłonne są do zmiany prawa, ale jak na razie jeszcze do tego daleko.

I nie ma pewności na ile skuteczne byłyby te nowe uregulowania. Bo przede wszystkim chodzi o lokalny system wartości, czego nie zmieni się prawem - juz prędzej akcjami uświadamiającymi.

System zaś trzyma się, bo wydanie dziewczynki za mąż to zmniejszenie wydatków (albo i zarobek), pozyskanie sojuszników w klanie lub poza nim oraz zdjęcie z rodziny ryzyka, że jakiś cień zostanie rzucony na prowadzenie się panny, i okryje on hańbą całą rodzinę. (Skądinąd nie żebym popierała wydawanie za mąż dzieci, a wręcz nastolatek, ale wyobraźcie sobie, że zachowania jakiejś waszej kuzynki czy sąsiadki może skutecznie odebrać wam honor... Do takiego poziomu, że na przykład nie znajdziecie pracy. Że reszta dzieci nie znajdzie partnerów życiowych. I tak dalej. Brrr).

Jemen jest krajem biednym, trwają w nim walki plemienne o podłożu i politycznym, i religijnym, analfabetyzm jest znaczny a biurokracji - powiedzmy delikatnie - brakuje niemieckiej precyzji (przy jednej z podobnych  spraw okazało się, że dziecko zwyczajnie nie ma metryki urodzenia). Śmiertelność noworodków wynosi 51/1000 (dla porównania, w Polsce jest 9xniższa. I dokładnie odwrotnie  wygląda dochód narodowy na głowę - w Jemenie przekracza 2000 USD, w Polsce - 20.000). Ponad 40 procent dzieci poniżej 5 roku życia jest niedożywionych, ponad 20 procent dzieci poniżej 14 roku życia pracuje. Czytać umie 65procent populacji powyżej 15 roku życia. Społeczeństwo jest wściekle młode, tzw Total Fertility Rate przekracza 4, i mniej więcej połowa Jemeńczyków nie ma jeszcze 18 lat.

środa, 29 stycznia 2014
I koniec semestru

Wiem już, co mała o dostanie, a dostanie, między innymi banię z matmy. No, powiedzmy, trójeczkę. Słaaaaabą. A to dlatego, że szkoła ma wściekle ścisłe i dość surowe metody ważenia ocen.

Mała o, moja duma i radość, uczęszczająca na matmę dla zaawansowanych, miała w pierwszym półroczu cztery działy królowej nauk. Po drodze testy, prace domowe i inne tego typu rozrywki. No i pech (hi hi, miałabym na to inne słowo, ale go nie wypowiem, jestem dobrą matką) chciał, że z jednego z tych działów przylufiła na teście, wręcz przypałowała. A poprawek - o zgrozo - jak na zlość tym razem nie było.

Skala ocen w pierwszej gimnazjalnej wygląda tak:

  • 1 - mało co rozumie
  • 2 - coś tam idzie w dobrą stronę, ale to jeszcze nie to,
  • 3 - dzieciak umie, co powinien umieć
  • 4 - stale przekracza oczekiwania szkoły. Fanfary!

Po zakończeniu każdego z działów wystawiana jest ocena. Działy są cztery, więc i stopnie - cztery. I na nich bazuje ocena semstralna. U małej o wyniesie ona 2. O zgrozo! O rozpaczy! O klęsko! A wszystko dlatego, że jedna z zasad nienaruszalnych brzmi: kto ma choć z jednego działu jedynkę, ten nie może mieć na semestr więcej, niż dwóję. I mała o, mimo maksa z pozostałych działów, będzie mieć banię na semestr.

A ja dziękuję Bogu, że mogę patrzeć na sprawę filozoficzne i wychowawczo, bo na szczęście na tym etapie stopnie absolutnie do niczego decydującego się nie przydają.

Więc będę sobie teraz powtarzać: jestem kwiatem lotosu na spokojnej tafli jeziora.... jestem kwiatem lotosu na spokojnej tafli jeziora.... jestem kwiatem lotosu na spokojnej tafli jeziora.... jestem kwiatem lotosu na spokojnej tafli jeziora....