W marcu 2007 ruszyłam w podróż na południe. Doha to nasz nowy dom. Egzotyczny i niezwykły.
RSS
poniedziałek, 15 października 2007
Doha dopinguje Warszawę

Wczoraj K z Warszawy miała zabieg in vitro. Teraz będzie biedna wahać się między nadzieją i lękiem. Trzymam za nią kciuki z pełnym zrozumieniem.

Jakie to niezwykłe - dziecko. Kiedy słyszę kobiety, które mówią, że nie chcą nigdy mieć dziecka, myślę sobie, że strasznie dużo tracą. Nie, nie mam tu na myśli tej okropnej szklanki wody na starość, wcale nie. Ani nawet nie chodzi tu o małe ramionka otaczające naszą szyję, mokry całus i szept "kocham cię mamusiu" itd. Nie, ciąża i dziecko to po prostu przeżycie ekstremalne. Nieporównywalne z niczym. Zaskakujące bardziej niż inne uczucia. Niespodziewane. Nieoczekiwane. I strasznie trudne.

Tak, tak, wiem, że jestem nadrefleksyjna. Ale przy każdym drobiazgu - nie mówiąc już o prawdziwych dramatach, jakich niestety los mi w ostatnich czasach nie oszczędzał - zawsze w tyle głowy mam myśl, co ta czy owa decyzja, ten czy ów postępek zrobi z moim dzieckiem. Czy kiedy podnoszę ją, kiedy płacze, uczę ją braku samodzielności? Czy też tego, że ludzie pomagają w potrzebie? Obu tych rzeczy? Czy to, co robię, przyczyni się do zbudowania człowieka nieszczęśliwego? Czy to, co dzieje się w moim życiu będzie dla niej fundamentem braku pewności siebie, lęków, ucieczki? Jak zapobiec krzywdzie, nie tej codziennej, zwykłej związanej ze stłuczonym kolanem czy kłótnią z koleżanką, ale tej nieodwołalnej, dotykającej osobowości i zdolności bycia szczęśliwą?

Staram się jak mogę wyprzedzać myślą bieg wypadków. Ponieważ sama teraz grzebię się od miesięcy w psychoanalizie i wciąż nie potrafię znaleźć klucza do siebie, postanowiłam, że jej na wszelki wypadek muszę dać klucz - przynajmniej ten dotyczący mnie samej, tego co przeżywałam i przeżywam, tego koszmarnego splątania, w którym istnieję. Jest za mała żeby obciążać ją wiedzą. Ale kiedyś, kiedy będzie duża, dostanie ten klucz. Być może to objaw odbijającej palmy. A może tylko zdrowego rozsądku.

Tak czy śmak, K! Trzymam za ciebie kciuki z całej siły!

06:48, olena.s
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 października 2007
Upał

Trudno jest opisać upał. Każdy jest inny. W Afryce był suchy, rozpalony, gwałtowny. Tu, w Zatoce jest wilgotny, lepki, gotujący się, kleisty. Tamten uderzał, ten oblepia. Kiedy temperaturze bliżej o 50 niż 40 stopni Celsjusza, a do tego dojdzie wysoka wilgotność, można oszaleć. Tak, oszaleć. Przejście z samochodu do kolejnej klimatyzacji to męka. Głupich dziesięć metrów jest cierpieniem. 50 - brawurowym wyczynem.

Przy tym wszystkim na ulicach nawet w południe widać pracujących - nie, nie Katarczyków - podlewają, sprzątają, czyszczą, myją i przede wszystkim budują ludzie z Pakistanu, Nepalu, Sri Lanki. W Doha można zobaczyć przegląd całej kolorowej, azjatyckiej biedy. Nie pojmuję, jak znoszą ten upał. Prawo gwarantuje im co prawda przy wysokiej temperaturze przerwy w pracy, kiedy slońce stoi najwyżej, ale nie pilnuje sie tego specjalnie, zwłaszcza na wielkich budowach przemysłowych poza Dohą.

A dlaczego dziś akurat o upale? Bo zaczął powolutku ustępować. Już od kilkunastu dni tempertatura spadła o tyle, że daje się wziąć prysznic (bez oparzeń) po południu. A daje sie, bo zbiornik na dachu nie zawiera już w sobie wrzątku. (Tutejszy system zaopatrzenia w wodę jest odrobinkę złożony: woda jest pompowana do zbiornika na dachu i stamtąd - solidnie nagrzana - płynie do kranów). Marzy mi się ten cudny dzień, kiedy będę mogła wreszcie wyłączyć klimatyzację i to przeżyć. Jest już bliski - od trzech tygodni znów słychać śpiew ptaków. Przedtem milczały.

Tagi: klimat
07:21, olena.s
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 października 2007
Ramadan, Ramadan, Ramadan

Święty miesiąc zbliża się do końca. Poszczący muszą być już bardzo zmęczeni. Poszczą nawet i ci, którzy pościć nie muszą: natrafiłam ostatnio na informację o centrum diabetologii, gdzie cukrzycy mogą korzystać z porad jak nie jeść mimo choroby. Szczęśliwców , którzy nie zetknęli się z cukrzycą, informuję, że utrzymanie poziomu cukru w bezpiecznych granicach nie jest łatwe, i wymaga między innymi systematczynych posiłków.

Za chwilę Idy, Eid ul Fitr, święto zamykające post, obchodzone po raz pierwszy przez Mahometa po wygranej bitwie pod Badr. Zanim nadejdą Idy każdy muzułmanin bez względu na wiek i płeć musi podzielić się z ubogimi jedzeniem lub pieniędzmi. Pierwszego dnia Id muzułmanie jedzą mały posiłek o świcie (na przykład kilka daktyli), idą do meczetu, na stadion czy w inne publiczne miejsce gdzie odbywają się specjalne nabożeństwa. Potem zaczyna się "świeckie" święto, rodzinne dni pełne spotkań, radości, wspólnych posiłków.

Tego dnia post jest zakazany! Wszyscy noszą nowe ubrania, które koniecznie należy sprawić sobie na tę okazję. Dom wyczyszczony jest od piwnic po strych (skądinąd nie ma tu ani piwnic, ani strychów. Są tarasy na dachach). Czy nie przypomina to odrobinkę naszej Wielkanocy?

Ostatnio w jordańskim czasopiśmie przeczytałam analizę gospodarczą Ramadanu. Wynika z niej, że - znów podobieństwo - w Ramadan kupuje sie o wiele za dużo jedzenia (przypominam, że jednak dwa posiłki dziennie są przyjmowane). Tyle że dodatkowo ceny żywności gwałtownie rosną (proszę pamiętać, że większość produktów jest importowana). A ja walczę ze smutkami.

I mimo nich cieszę się z prezentu na rocznicę ślubu - prześlicznej złotej bransoletki, utkanej z ogniwek i siejącej iście arabskie blaski.

Tagi: islam
22:22, olena.s
Link Komentarze (2) »
sobota, 22 września 2007
Ramadan

Święty miesiąc. Muzułmanie poszczą od świtu do zmierzchu. Poszczą w sensie dosłownym, czyli nie jedzą, nie piją, i nie palą. Pierwszy posiłek jest około 18, ostatni - nieco po 3 w nocy.

 W związku z czym cała Doha odsypia porankiem i gremialnie spóźnia się do pracy, stojąc po drodze w gigantycznych korkach. A wieczorem co zyje pędzi na posiłek. Lokalna ambasada USA zaleciła swoim pozostawanie w tym czasie w domach, a przynajmniej zachowanie pełnej czujności na dogach. I słusznie- tłumy głodnych ludzi pędzących szybkimi samochodami na obiad o zmroku i po zatłoczonych uliacach muszą stwarzać zagrożenie.

Tutejsze anglojęzyczne radio nadaje audycję "o pożytkach z postów". Kto może nie pościć? Chorzy, starcy, kobiety w ciąży, dzieci, wędrowcy w podróży. Ale jeżeli się nie pości, trzeba ten post oddać po ramadanie. Zastanawiałam się więc, jak poradzi sobie z oddawaniem postu kobieta we wczesnej ciąży. W pierwszym roku nie pości, bo ciąża. W dugim - bo karmienie. I co, ma potem pościć przez trzy miesięce ciurkiem? W tym klimacie? Arabska znajoma rozwiała te wątpliwości. Po pierwsze, może pościć małymi kawałkami - na przykład po jednym dniu w tygodniu. Po drugie, zamiast postu można nakarmić ubogich - jeden nakarmiony ubogi to - mówiła znajoma - jeden dzień postu. A chrześcijanie, hinduiści i cała reszta pije, pali i pożera w ukryciu.

Tagi: islam
22:35, olena.s
Link Dodaj komentarz »
1 ... 126 , 127