W marcu 2007 ruszyłam w podróż na południe. Doha to nasz nowy dom. Egzotyczny i niezwykły.
RSS
piątek, 03 stycznia 2014
Wbrew obawom

nas, starców odwykłych od chłodów, mrozów, śniegów, oraz dni krótszych niż 10 godzin, wyjazd udał nam się nad wyraz.

Nikt nie dostał zapalenia płuc, nikt niczego nie złamał, nikt nie dostał depresji od braku luksów. I okazało się, że jeżdżę na nartach, czego się doprawdy po tylu latach nie spodziewałam.

Ponadto było pieknie. O, tak:

I tak:

 

Musieliśmy co prawda staczać walki z małą o (o ciepłe gacie, czapkę, szalik, polar, szyję,  itp.) ale i tak było cudnie.

A po skończonym szaleństwie narciarskim poukulturalnialiśmy się nieco, zwiedzając Salzburg i Wiedeń.

Co do Salzburga, to powiem wam tyle, że mało co dorównuje prawdziwym Mozart Kugeln. Prawdziwym, czyli nie tym, które mozna kupić wszędzie, jak cała Austria długa i szeroka:

tylko oryginalnym, sprzedawanym wyłącznie w Salzburgu (lub on line - o ile nie ma akurat lata, o ile nabywca mieszka w Unii, i o ile wreszcie ma on ochotę zapłacić krocie za dostawę), takim, o:

Ach, cóż to były za pyszności!

Udał nam się też nad wyraz teatr marionetek. Mała o była co prawda wkurzona,  że sporo zmieniono w stosunku do oryginału, ale ja jestem bardziej tolerancyjna i mi się podobało. Polecam zwłaszcza hisotyjkę o miłości i pracowitym Amorze - od 4 minuty.

22:55, olena.s
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 31 grudnia 2013
Bo ty mi mamo

pozwalasz wybierac, co nosic.

 - No, to normalne chyba?

- Nie, bo mamy moich kolezanek mierza je, i same kupuja im ubrania.

 - No i jak to wychodzi?

 - Najgorzej ma Sagara. Jej mama kupila jej ostatnio koszulke. Rozowa! I z duza truskawka na froncie! I z napisem "Jestem mala truskawka, daj mi calusa"! Wyobrazasz sobie?!

 - No i jak Sagara to znosi?

- Schowala w szafce czarna koszulke z czacha, i od razy zmienia jak przychodzi do szkoly. I ona sie martwi, bo jej mama ma zaczac pracowac w gimnazjum, wiec juz nie bedzie tego mogla robic.

 - To jak sobie wtedy poradzi?

 - Bedzie nosila tylko ubrania od ojca. On jej kupuje swietne kombinezony narciarskie.

Tagi: dziecko
17:14, olena.s
Link Komentarze (3) »
wtorek, 24 grudnia 2013
Wszystkim,
Ktorym smutno I tesknie. Wszystkim, ktorym Cieplo I szczodrze. Wszystkim, ktorzy tu zbladzili. Ciepla, milosci I dobra - wprost ze sniegu, stoku, z sosen, limb i swierkow. Niech sie wam darzy!
19:00, olena.s
Link Komentarze (4) »
sobota, 21 grudnia 2013
Pod przymusem

Zawsze uwazalam, ze jedynak trzyma rodzicom nad glowami bata.

I wlasnie jstem ofiara rytmicznych ciosow - mala o tak dlugo jeczala, ze nie pamieta juz, jak wyglada snieg, ze zamiast cieszyc sie 12 godzinnym dniem, zamiast jechac autem do Omanu, albo samolotem - do Malezji, zamiast siedziec jak Pan Bog przykazal w domu, zamiast wybrac sie do chrzescijanskiej pustynnej enklawy na spiewanie koled, wiec zamiast robic cos z tych milych rzeczy, wlasnie drzac z chlodu wygladam przez okno i widze czarne drzewa, mrozne, niebieskie niebo i strzelista wieze kosciola. Z krzyzem.

Jestesmy w Austrii, ubrani we wszystko co mamy. R wrzeszczy na mala o, zeby nie zakladala za duzo, zeby zalozyla wystarczajaco duzo, ze zimatoniezarty, i ze jeszcze popamieta. Odwiedzamy bozonarodzeniowy jarmark. Sami pijemy wino z korzeniami, a dziecko - wino z korzeniami bez alkoholu.

W przerwach wpuszczamy jej w uszy stereo historie monarchii austrowegierskiej (prezentacja z licznymi odniesieniami z popkultury, na przyklad:

I zastanwiamy sie, jak na litosc opiekuna wszystkich malych zwierzatek zniesiemy ten cholerny mroz.

09:35, olena.s
Link Komentarze (9) »
wtorek, 17 grudnia 2013
Jutro święto

narodowe.

Z tej okazji Katar przestrzelił guinessa, i ma największą na świecie flagę.

Nie powiewa ona bynajmniej  - waży toto 10 ton, moi drodzy - tylko sobie godnie leży i można ją podziwiać głównie z powietrza. O:

(fotka za Doha News)

Ma wielkość 19 boisk do piłki nożnej. 101 tysięcy metrów kwadratowych.

Co miłe, flaga nie zostanie wyrzucona po święcie, tylko przerobi się ją na 200 000 szkolnych plecaków i roześle po świecie. Ładny pomysł.

Ale i tak kudy jemu do mostunelu z poprzedniej notki...

Tagi: katar
08:07, olena.s
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 16 grudnia 2013
Mostunel

Takie coś dziwne ma powstać na mojej wsi, która najwyraźniej rozpędza się w imię hasła 'najdziwniej, najdrożej, z największymi fajerwerkami'. Rozpędza sie architektonicznie, a tym razem ma zamiar zbudowac mostunel, jakiego oko nie widziało, ucho nie słyszało. Z całą pewnością światu zbieleje to oko, co nie widziało, jak nic.

Mostunel ma łączyć w sobie most, tunel, deptak, transport wagonikowy i diabli wiedze, co jeszcze.

Ułatwi przemieszczanie się między West Bay, nową elegancką dzielnicą a otwieranym lada moment lotniskiem.

Zbielało wam oko? Bo mi jak cholera. Budowa ma się zacząć za półtora roku.

Trzy mosty, 8 kilometrów podwodnych tuneli. Kosztów na razie nie upubliczniono, ale wiadomo, że będą to miliardy. Dość rozrzutnie - ale za to zgodnie z lokalnymi ambicjami.

Budowa ma się zakończyć w 21 roku.

Tagi: katar
14:39, olena.s
Link Komentarze (11) »
sobota, 14 grudnia 2013
Pustynia 796

Tym razem wyjazd na pustynię zaczął się zabawnie.

Kiedy już-już mijaliśmy rafinerię, na ostatnim rondzie R strasznie krzyknął. Albowiem ponieważ właśnie wyprzedził go czarny landkruzer.  Z prawej. Awaryjnym pasem. Jadąc na dwóch kołach.

R krzyknął więc strasznie, i w panice prysnął w lewo, bo nie wiadomo, gdzie taki gibający się na dwóch kołach wesołek spadnie.

A potem auta zwolniły, bo po obu stronach drogi stała policja. I wręczała kierowcom cosik. Ulotki jakieś. Przez chwilę mieliśmy nadzieję, że może rozdają ulotki, żeby ostrożniej jeździć, bo gwizdną mandat - ale nie. Ostrzegali przed puszczanim lampionów - jeden z nich ostatnio miał spłynąć na jedną fabrykę i wywołać pożar. Biorąc pod uwagę, ze obok pustyni jest rafineria, azoty i inne produkty chemiczne zaiste jest się czego bać.

No, a potem było już normalnie.

Kiedy jedzie się na naszą piaszczystą pustynię w piątek, należy liczyć sie z tłokiem - zwłaszcza w progu. Wszytkie te auta są w ruchu i właśnie ruszają w drogę, pokonując pierwsze metry piachu.

Najpierw jednak nalezy odpowiednio spuścić powietrze z kół - inaczej jazdy nie będzie. Będzie stanie z kołami wkopanymi w piach.

Tym razem poza pojazdami kołowymi pojawiły się równiez statki napowietrzne.

Ale gadu gadu, a przed wyjazdem nalezy się zaopatrzyć w ...

No jasne! W chrust! Po absolutnie paskarskich cenach, zresztą.

 

 A potem wszystko co żyje rusza autostradą - wyjeżdżoną, szeroką jak Wisła w Warszawie płaską drogą, którę kiedyś wędrowały do Omanu karawany, a dziś jadą nimi szaleni katarscy młodzieńcy.

Potem zjeżdża się na wydmy, i pruje góra-dół, góra  dół, aż się znajdzie miłe miejsce z widokiem. Takim, na przykład.

 

Gdzie się rozbija obóz. I straszy dziecko, że właśnie tu ostatnio znajomi zetknęli sie ze żmiją rogatą, jedynym poważnie jadowitym lokalnym stworem.

Także i tu widoczna jest doskonała symbioza ludzi i samochodów. Ale zawsze można sobie popatrzeć w pustkę w prawo:

lub w lewo:

Albo obejrzeć się za siebie, i niedyskretnie smyknąć fotkę Arabów, którzy własnie zaczynają wieczorną modlitwę.

 

No, a my porozstawialiśmy składane krzesełka, stoliki, wyciągnęlismy grille i butle gazowe, przenośne lodówki ze świeżym mięskiem, owocami i zimnymi napojami. I czajnik był, żeby zrobić kawę. Rozpaliliśmy ogień z drewek kupionych po paskarskich cenach.

I tylko ta kawa i ta pustynia były takie same jak 110 lat temu, kiedy to mniej więcej w tym samym miejscu uwieczoniono inną kawę i innych podróżników. Tak na pustyni zaczynał sie XX wiek.

 

zdjęcie stąd

A przyjechali na tę kawę mniej więcej tą metodą, jaka została uwieńczona w połowie czasu między nimi a nami. Kto by pomyślał, że to już lata sześćdziesiąte, prawda?

Zdjęcie stąd.

Tagi: katar
18:57, olena.s
Link Komentarze (7) »
środa, 11 grudnia 2013
Kupiłam

zegarek.

Nie jest to bynajmniej podróba kosztownej marki z gatunku Breitling, ani inny Chanel. Nie jest to w ogóle zegarek na rękę. To budzik, którego kształt urzekł mnie nadzwyczajnie.

Zanim go zobaczycie: to różowy meczet. Z dwoma minaretami zwieńczonymi półksiężycem, z kopułą i różowymi (a jakże) ażurami. I zamiast dzwonić śpiewa azzan, muzułmańskie wezwanie na modlitwę. Posłuchajcie, jaki piękny potrafi być ten śpiew, prawda?

Uściślając, to jest adhan - bo tak wezwanie na modlitwę nazywa się w Zatoce . W innych regionach używa się nazwy azzan.

Wezwanie na modlitwę to szahada, czyli deklaracja wiary 'Nie ma Boga nad Allaha a Mohomet jest jego prorokiem".

Czytałam gdzieś, że azzan/adhan powstał, bo wcześniejsi monoteiści, czyli chrześcijanie i Żydzi zajęli już dostępne sygnały dźwiękowe - Żydzi używali rogów, a chrześcijanie - kołatek.  Sami muzułmanie twierdzą, że adhan jest wynalazkiem Mahometa (szyici) lub jednego z jego towarzyszy (sunnici).

Także teksty wezwania szyitów i sunnitów różnią się między sobą.

A mój zegarek wygląda tak.

Teraz muszę rozważyć, komu podarować go pod choinkę - nie każdy doceni, wiem.

Tagi: katar
15:14, olena.s
Link Komentarze (30) »
wtorek, 10 grudnia 2013
PISA i PR

Dzieciaci zauważyli pewnie, że podano wyniki zeszłorocznych badań uczniów PISA.

Spieszę donieść, że Katar znalazł się, podobnie jak wcześniej, na szarym końcu światowej stawki edukacyjnej.

Cóz, wykształcenie nie przynosi tu wielkiego awansu finansowego, nie ma tradycji czytania, wreszcie spora część ludności jeszcze dwie generacje temu była nomadami. Co więcej skomplikowana hierarchia klanowa oraz fakt, że masy nauczycieli w arabskich szkołach są importowane z tych samych zakątków świata co służba domowa i robotnicy, utrudniają wprowadzenie dyscypliny. No i rodzice nie wspierają nadmiernie szkół - absencja jest wysoka, o ile pamiętam, mniej więcej trzykrotnie wyższa niż w takiej Wielkiej Brytanii. Nie wykluczam, że źle im robi na edukacje także tradycja nauki Koranu na pamięć - szkoły przejęły tę metodykę także dla innych przedmiotów.

Tak czy inaczej, wyniki są słabe, a w zasadzie mniej niż słabe. Widzicie, po zeszłych badaniach OECD opublikował tony materiałów - wśród nich również analizy wyników uczniów - imigrantów. Jak można się spodziewać generalnie jest tak, że imigranci mają gorsze wyniki. Wiadomo, przenosiny, nauka w nierzadko obcym języku, rodzinny stres nie sprzyjają szkolnym sukcesom. I oczywiście emigrują raczej ludzie niezadowoleni, więc często są to klasy najuboższe, o najmniejszym bagazu kulturowym.

Ale nie w Katarze, o nie. Tu ekspackie dzieci (mówimy o średniej, a więc i o dzieciach uboższych i bogatszych, i potomkach menadżerów i sprzedawców, i wyeksportowanych Europejczykach i Hindusach) biją gospodarzy na głowę w każdym absolutnie przedmiocie badań. Czy będzie to czytanie, czy matematyka, czy nauki przyrodnicze - Katarczycy leżą i kwiczą, a ekspaci zbierają oceny o 30 % wyższe.

Więc gdyby z tych statystyk wyjąć populację przyjzednych dzieci, które wszak z punktu widzenia przyszłości Kataru są nieistotne, to doprawdy mali Katarczycy zaczęliby już pukać od spodu.

Nie wiem, czy jest to rezultat podwójnego języka (arabski pisany jest zupełnie inny niż arabski mówiony), czy metodyki, czy podręczników albo organizacji szkół. Niemniej na miejscu lokalnego MEN rwałabym kłaki z głowy.

Ale MEN, przynajmniej publicznie, niczego nie rwie. Przeciwnie.

- Uczniowie poprawili wyniki w stosunku do poprzedniej edycji badań, co wskazuje, że podążamy w dobrym kierunku  - oświadczył MEN.I zapowiedział, że będzie przeprowadzał zbliżone do PISA testy próbne przed kolejną edycją, planowaną na 2015 rok.

Chciałby ktoś coś powiedzieć o testomanii? Albo o PR?

Tagi: katar
11:33, olena.s
Link Komentarze (19) »
sobota, 07 grudnia 2013
Ciasteczka

Wczoraj wieczorem piekłam ciasteczka.

Tym razem nie po to, aby zapchać nasze łakome dzioby. Piekłam je dla armii USA.

Nie żeby zaraz dla całej, oczywiście.

Rzecz w tym, że mała o zapisała się do skautek. Jako osoba doskonale cywilna i niechierarchiczna mam dość mieszany stosunek do harcerstwa, ale jako osoba szanujaca prawa dziecka do obierania własnej drogi nie protestowałam nadmiernie.

No i skautki (uściślając - kadetki) mają dziś wycieczkę do bazy armii USA. A w ramch wdzięczności - ich wizytą zajmować się będzie koło setki wojaków - maja przynieść ciasteczka. (Skąd jest ta obsesja amerykańskich harcerek związana z ciasteczkami, swoją drogą, nie do pojęcia, naprawdę).

Upiekłam więc te cholerne ciasteczka.

Odstawiona z powrotem mala o miała błyszczące oczy i nowe plany zawodowe, zdaje się, podzielane przez wszystkie panny, które odwiedziły bazę.

- Bo mamo, oni w kantynie mają lody! I pizzę, i kurczaka i pączki i wieprzowinę! I jak dziewczyny to zobaczyły, to połowa powiedziała, że chcą iść do wojska.

- A druga połowa co, pacyfistki?

- Druga połowa też chce się zaciągnąć, bo potem pokazali nam psy...

Tak, tak. Strzałem w dziesiątkę okazały się psy poszukiwawcze.  Niezłe były też pani sierżant i pani podpułkownik, które dały dzieweczkom turę pt. siostry pod bronią, ale psy przebiły wszystko i spowodowały dziki wybuch entuzjazmu.

Teraz więc mała o (oraz pół setki pozostałych skautek) mają żywy zmiar zaciągnięcia się do wojska i trenowania psów. Czworonogów nie zdołały przebić ani roboty przenoszące ładunki, ani zwiedzanie humvee, ani karetki. Psy rządzą, można powiedzieć.

(ps. To nie jest zdjęcie z wycieczki - panienki miały, oczywista, zakaz fotografowania).

Niezłe było też gaszenie pożarów oraz wsadzenie jejmościanek do budynku, w którym puszczono dym, przez który jejmościanki miały na ślepo wyczołgać się na zewnątrz. - I ja pierwsza wyszłam, mamo!

Najgłębszy podziw wzbudziły również pani sierżant i pani podpułkownik, które dały dzieweczkom turę pt. siostry pod bronią. 

I pomyśleć, że ja nie lubię struktur hierachicznych....

16:37, olena.s
Link Komentarze (10) »