W marcu 2007 ruszyłam w podróż na południe. Doha to nasz nowy dom. Egzotyczny i niezwykły.
Blog > Komentarze do wpisu
Idy

No, mieliśmy Idy.  Podrosła o ma tygodniowe ferie, muzułmańscy pielgrzymi zalali Mekkę, a Doha opustoszała.

W tym roku pielgrzymów pilnowała armia 60 tysięcy agentów. Oraz, oczywiście, lekarze, bo i tu mocno boją się eboli, pewnie nie mniej niż kogoś bombą. W tym roku silyprawa i porządku zawróciły ponad ćwierć miliona nielegalnych pątników!

Nielegalnych, bo na hadżż nie można pojechać sobie ot, tak - dojadą tylko ci, którzy poprzez specjalne biura uzyskali limitowane pozwolenia, wydawane przez Arabię Saudyjską poszczególnym krajom. Liberia, Gwinea i Sierra Leone w tym roku pozwoleń nie dostały - ale i tak wizja 2 milionów przybyszów z pewnością niepokoiła tamtejszych zakaźników. Że nie wspomnę o epidemiologach z krajów, z których pochodzą pielgrzymi.

Namiotowe miasteczko pielgrzymów dziś

I kiedyś:

O hadżżu pisałam wcześniej (jakby ktoś był ciekaw tu i tu, o niegdysiejszym miejscu kultu także tu), powtarzać nie warto - więc tylko parę słów. Nie o tegorocznej pielgrzymce pod znakiem selfie, fejsbuka i instagramu, ale o tych historycznych, które zniknęły wraz z pojawieniem się nowoczesnej komunikacji. Dziś 95 procent pielgrzymów przylatuje samolotami. Kiedyś na dotarcie do Mekki trzeba było ponad miesiąca: na wielbłądzie lub pieszo, w lęku przed napaściami rabusiów, przed burzą piaskową, przed chorobą.

 

 

 Główna pielgrzymka ruszała w zależności od politycznych wiatrów z Kairu lub Damaszku. To właśnie w Kairze narodziła się tradycja niesienia na czele pielgrzymki mahmalu, olśniewająco zdobionego  namiotu. Czasem we wnętrzu znajdował się Koran, czasem - nic.

Do dzisiejszych czasów zachowano ich niewiele.

Tak samo jak zmieniały się drogi podroży - parowce płynące przez kanał suezki, kolej, samoloty - tak samo zmieniały się towarzyszące pielgrzymce obyczaje.

Dziś ludzi lecących jednym samolotem do Mekki nie łączy więcej, niż przypadkowych turystów dzielących przedział w ekspresie do Paryża, czy siedzenia w autokarze do Częstochowy. Niegdyś ludzie wędrujący razem tygodniami mieli czas na rozmowę. Naukowe i teologiczne rękopisy zmieniały właścicieli, kupcy wieźli i sprzedawali towary. A w samej Mekce podobno miała miejsce jeszcze jedna tradycja, która zanikła od czasu powstania Arabii Saudyjskiej. Był to teatr kobiet, Al-Ges. A może raczej coś w rodzaju karnawału?

Podczas gdy pielgrzymi gromadzili się wokół Kaaby, a mężczyźni z Mekki organizowali rytuały, kobiety przejmowały miasto. Przebrane w męskie stroje wędrowały ulicami, wyciagając z domów inne kobiety. Któraś była przebrana z burmistrza, druga za strażnika czy innych członków lokalnej elity. Szły tak ulicami śpiewając satyryczne piosenki, a jeżeli trafiały na mężczyznę - przeganiały go w kierunku świętego miejsca, aby służył tam pomocą pielgrzymom.

Podobno obyczaj ów był zachowywany przez kilkaset lat. Zmiany politycze w ubiegłym stuleciu  przegoniły go z ulic do domów - a wkrótce po II WŚ zanikł całkowicie.

sobota, 11 października 2014, olena.s
Tagi: obyczaje

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/10/14 13:04:02
Tradycyjnie dość umiarkowani Haszemici (do dziś za takich uchodzą i starają się o taki wizerunek) rządzili w Mekce (w ogóle w Hedżasie) ,,od zawsze'' i wówczas funkcjonowała tradycja o której piszesz. Jednak po I WŚ Hussejn ówczesny szarfi Mekki porozumiał się z Brytyjczykami zaangażował część swoich sił na instalowanie (w porozumieniu z Brytyjczykami) jego synów w Jordanii i Syrii (tam się trochę pokomplikowało, bo ,,syryjski'' Fajsal został wygryziony z Syrii i na otarcie łez dostał Irak; praprawnuk Hussejna - Abdullah rządzi dziś w Jordanii). Niestety zlekceważył Saudów, którzy go de facto usunęli z Hedżasu wraz z marzeniami o kalifacie (ogłosił się a jakże, ale to okazało się za mało dla tego potomka Proroka Muhammada).
Krótko mówiąc przyszli Saudowie wraz ze swoim wahabickim widzeniem świata i powoli zaczęto eliminować obowiązujące dotychczas zwyczaje. I nie tylko je...
To również za ich czasów meczet al Kiblatajn utracił jeden mihrab.
-
2014/10/17 21:45:53
W archiwum rodzinnym jest jedno takie zdjęcie. Z lipca/sierpnia 1939 roku.
Widać na nim moich dziadków ze strony ojca, odświętnie ubranych, a w tle Jasną Górę w Częstochowie. Moja babcia jest w zaawansowanej ciąży. Dziecko w jej brzuchu to mój ojciec.

Dziadkowie poszli na pielgrzymkę - prawie trzysta kilometrów piechotą, ona w ciąży. Nie wiem, ile czasu wędrowali, lecz wierzę, że ta pielgrzymka miała dla nich istotny wymiar duchowy.

W zeszłym roku znalazłam w skrzynce pocztowej "zaproszenie" na pielgrzymkę autokarem. Do Częstochowy. Dwie godziny i jesteś na miejscu. Oraz bogata oferta (na tej samej ulotce) dewocjonaliów, które można kupić od organizatora.
Ogarnął mnie niesmak. Prawie taki sam jak wtedy, kiedy słuchałam zwierzeń pewnego znajomego, który jakieś 10 lat temu maniacko brał udział w pielgrzymkach pieszych, bo - uwaga! - twierdził, że nigdzie nie znalazł tylu łatwych kobiet, jak właśnie na pielgrzymkach.

Ech, chyba się starzeję. Bo wzdychanie za dawnymi, dobrymi czasami to jedna z oznak postępującego stetryczenia, jak sądzę.
-
2014/10/17 22:39:06
@nimfa

a jak by Ci się podobały sklepy z ,,protezami'' np. kończyn które kupujesz i wrzucasz w ogień?
Takie coś widziałem w Fatimie.
Jak masz np. chorą nogę to kupujesz protezę nogi i.t.d.
-
2014/10/18 15:55:11
Kosmata mordo (cudny nick!), notka Oleny o pielgrzymkach natchnęła mnie do przemyśleń na temat pielgrzymek jako takich, w szerszym kontekście, w abstrakcji od wiary.

Widzę to tak:
Człowiek (grupa ludzi) podróżuje do miejsca, które uważa za ważne w sensie duchowym. Nieistotne jest, czy objawiło się tam wyznawane przezeń bóstwo, zmarła jego matka, doznał oświecenia bądź poznał człowieka, który wpłynął na jego życie. Podąża tam, bo pragnie przemyśleć swoje postępowanie, dokonać retrospekcji albo introspekcji itp.

I tu pielgrzymka jako pokonywanie drogi ma sens. W sensie, że dawna pielgrzymka, piesza, konna, wielbłądna, nieważne. Droga wiąże się z trudami, trudy traktuje się jako odkupienie, monotonia drogi sprzyja rozmyślaniom. Jeśli wyrusza się w towarzystwie, dochodzi aspekt wzajemnego zaufania i troski o partnera. I jako że drogę podejmuje się w szczytnym celu, wędrówka/pielgrzymka odmienia nas, ulepsza, wzbogaca, sprzyja poznawaniu siebie. A kres drogi to kres tego procesu, miejsce, gdzie można spocząć, zakończyć wędrówkę i dokonać jej podsumowania.
Tak jest w teorii.

Tylko że pielgrzymka to wynalazek odległych czasów. Czasów, kiedy jej sens był sensem drogi, bo droga trwała długo. I korzyść duchowa także była funkcją drogi.
Dziś droga jako taka nie istnieje. Samochody, autokary, samoloty, te sprawy. Więc jej funkcję próbuje przejąć kres drogi, przyjmując postać spotkania ze świętością.
I tu powracam do opisanej przez ciebie sztucznej nogi z Fatimy.
Dla mnie niczym nie różni się od różańca kupionego na Jasnej Górze. To część folkloru pielgrzymkowego, i pewno ma to jakiś sens. Wiara czyni cuda, niezależnie od tego, czy wierzymy w skuteczność modlitwy do Maryi, czy w (z naszego punktu widzenia magiczne) zabiegi z paleniem sztucznej kończyny.
Myślę, że dawni pielgrzymi też przywozili z pielgrzymek pamiątki. Krzyż, kamień, wodę ze świętego źródła. Ma to swoje uzasadnienie psychologiczne, chyba nie muszę tłumaczyć, jakie.

Mierzi mnie tylko komercjalizacja tych "przedmiotów wspomnień" oraz biznes narosły wokół pielgrzymowania. Nie jestem zwolenniczką mieszania sacrum i profanum, bo dla rozwoju duchowego człowieka nic dobrego z tego nie wynika.
Czas umierać, ani chybi:D

Przepraszam za ten nieco mętny wywód, ale takie refleksje dopadają mnie w sobotni dzień, kiedy nie zasuwam w pracy jak mały samochodzik.
-
2014/10/24 22:01:57
@nimfo bagienna

mnie też mierzi komercjalizacja pielgrzymek.
Ktoś przegina.
-
2015/03/09 14:39:09
Gdy byłem na wczasach w Egipcie spotkałem lokalnego muzułmanina, który opowiadał mi o pielgrzymkach do Mekki i jak ta czynność zamieniła się w komercyjną wycieczkę, pełną konsumpcyjnego przepychu. Odnoszę wrażenie, że to co mamy u nas niewiele się zmienia
-
2015/03/10 20:58:27
Powiem tak , fajne zdjęcia i to najbardziej mi się w tym wszystkim podoba