W marcu 2007 ruszyłam w podróż na południe. Doha to nasz nowy dom. Egzotyczny i niezwykły.
Blog > Komentarze do wpisu
Ja wiem, że już przynudzam

ze szkołą małej o, ale nie uwierzycie, no nie uwierzycie.

Mała o - przypominam - liczy sobie 9 latek, chodzi do klasy czwartej tu, w Polsce zaś robiłaby trzecią. Poniekąd zresztą ją robi, bo osobiście lecę z nią - dość pobieżnie, przyznaję - programem polskiego nauczania zintegrowanego.

Polskie nauczanie nie zmieniło się znowu  tak wiele od czasu, kiedy ja pobierałam nauki. No, matematyką inaczej lecą, dorzucają coś tam o komputerach, pojawia się Piłsudski na 11 listopada, ujęto ideologii klasowej, dowalono katolickiej i szlus. Nadal mamy boleśnie wychowawcze opowiastki o tym, dlaczego brzydko jest zabrać koleżance rękawiczki (oczywiście sprawca oddaje je sam, zmożony wyrzutami sumienia), jak to dobrze jest pomagać choremu koledze w wyrównaniu braków w lekcjach itd. Zawsze z happy endem, zawsze proste, zero-jedynkowe zagadnienia. Kłótnie są drobne, rodzina pełna, wszyscy się kochają. Cium cium i cmok cmok, dzień babci i dzień nauczyciela, dzień matki i dzień dziecka, lizu lizu. Wszyscy mają wigilię, wszyscy zdobią jajka, nasza pani jest kochana, cium cium.

Tymczasem małej o  szkoła zapodaje całkiem inne dylematy.

Wczoraj dziecina miała lekcję z social studies - to takie coś zawierające w sobie nieco historii, trochę geografii, a trochę jeszcze nie wiedzieć czego. Przyszła z praca domową, polegająca między innymi na wejściu na edukacyjna stronę w sieci.

Podłubała trochę, posłuchała, zrobiła jakiś test, po czym wezwała mnie do podziwiania efektów. Dobra, zobaczę co ona tam robi.

- Bo to chodzi o wolność słowa  - entuzjazmuje się mała o - widzisz, jest dyskusja, czy uczeń ma prawo nosić zakazaną przez szkołę koszulkę. O, i ten prawnik (pokazuje mi avatara) mówi że tak, bo uczniowie mają się w szkołach uczyć, a nie walczyć, kłócić i dyskutować bez przerwy, bo by się w ogóle nic nie nauczyli. A tamta (drugi avatar) uważa, że dyskusja i wymiana poglądów to też edukacja i bez wolności słowa dzieciaki w szkołach zachowywałyby się jak roboty. A teraz patrz, zobacz tu będzie o sądzie najwyższym, że już kiedyś orzekał w podobnej sprawie, też chodziło o pierwszą pop..poprywkę.

- Poprawkę, dziecko, pierwszą poprawkę do konstytucji.

- Dobra, poprawkę, i sad orzekł, że szkoła nie może zawiesić uczniów za plakaty przeciwko wojnie w Wietnamie. A teraz, czekaj, ja będę oceniać to co oni mówią, a potem jeszcze mam powiedzieć, czy mieli prawo w Teksasie palić amerykańską flagę. Czy tu uważasz, że powinno się móc palić polską flagę, mamo?

*

No. Wiec sami rozumiecie, że czasem musicie mi wybaczyć ekspresję entuzjazmu dla szkoły. Nie okiełznam się, no nie dam rady zwyczajnie.

czwartek, 23 lutego 2012, olena.s
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/02/23 14:09:28
No nie przynudzasz, tylko nie jesteś zerojedynkowa :). No i fajnie jest poczytać o szkole innej niż polska
-
2012/02/23 15:46:32
Rozumiem twój entuzjazm dla pierwszej poprawki w szkole, ale te jajka... Co za historia. Nie dałabym rady w takiej szkole, w życiu.
-
2012/02/23 15:52:09
Jajek będe broniła jak niepodległości! To nie jest obowiązek wszak, ale wsparcie dla bachora. Jakbym żadnego jajka nie zrobiła, nei zmieniłoby się od tego nic, tyle że w budżecie byłoby parę dolców mniej.
-
2012/02/23 16:13:35
No, no, takie poważne zagadnienia dla 9-latków i prosze, jak świetnie sobie radzą! Podoba mi się :)
-
2012/02/23 17:05:09
Myślę, że sukces lezy także w tym, że cła zabawa nie jest poprzedzona wykładami o konstytucji i pierwszej poprawce, tylko przedstawia się temat (rozpoczynając od zakresu bliższego dzieciom, bo szkolnegi), pokazuje rózne mozliwości oceny, oraz zachęca do wyrażenia własnych opinii.