W marcu 2007 ruszyłam w podróż na południe. Doha to nasz nowy dom. Egzotyczny i niezwykły.
Blog > Komentarze do wpisu
Co się robi w Wielkanoc rano?

Po pierwsze, się zasypia, albowiem pieczenie babki na suchych drożdżach się nieco przeciagnęło. Potem się rwie włosy z głowy, bo korniszony do sosu tatarskiego nabyte przez R u Tamila są słodkie jak cholera i jadą cynamonem na kilometr. Wyskakuje się więc do Hindusa gdzie nabywa się słój dzikich ogórków w occie, co prawda doprawionych chili, ale niech juz będzie. Jednocześnie konstatuje się z żalem, że przez to zaspanie nie pojechało się z muzułmaninem na rynek hurtowy, aby przy jego życzliwym wsparciu nabyć tanio świeżą rybkę.

Robi się sos tatarski, zastawia stół na trzy osoby krojąc drżącą dłonią  prawdziwą polską kiełbasę, ukrywaną dotąd chytrze w zamrażarce.

Kiedy po jajkach i zdecydowanie za słodkim mazurku R ulatnia się do biura, goni się małą o do wyjścia, i wyprawia ją na poszukiwanie wielkanocnych jaj do anglikanów, starając się dojechać dokładnie w godzinie zero, bo anglikanka zapowiedziała, że schowała 120 jaj w domu i wpuści dzieciaki o 10 - kto będzie za późno, jaj nie znajdzie, kto za wcześnie - będzie czekał otwarcia na upale.

Następnie człowiek składa dzięki niebiosom, że u katolików poszukiwanie jajek było już tydzień temu, a u maronitów będzie dopiero jutro (mała o ma juz z pewnością za wyoki poziom cukru, choć nie ma jeszcze południa), więc jest pewna szansa, że obejdzie się bez niestrawności.

Wreszcie pisze się prezycyjnie wykoncypowane życzenia do muzułmanki, mając nadzieję, że się jej tym nie urazi teologicznie.

Sprawdza się rozpiskę mszy świątecznych, zawzięcie mamrocząc pod nosem, że skoro się mała o ochrzciła, to na mszę ma iść, proszę bardzo, może być nawet w tagalog, albo konkani, mi tam ganz egal.

Na koniec zbiera się w troki to i owo, aby przelecieć się po sklepach w poszukiwaniu garnituru dla R, który (garnitur, nie R) został lekkomyślnie uprany w pralce przez Nepalkę, w związku z czym R wygląda w nim teraz jak w ciuchach młodszego brata-chudzinki, który ma silną predylekcję do czołgania się w zsypach.

Wreszcie myśli się o tym, że odrodzenie i zmartwychwstanie to bardzo piękna nadzieja. I tej nadziei się życzy wszystkim czytelnikom, wszystkim przyjaciołom i generalnie wszystkim ludziom - chrześcijanom, agnostykom, muzułmanom, żydom, hinduistom, animalistom, szyntoistom, ateistom i całej reszcie!

 

niedziela, 24 kwietnia 2011, olena.s
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/04/24 10:13:48
Juz tyle zrobilas do 10:00?! To o ktorej Ty musialas wstac? ;)
-
2011/04/24 12:42:18
Niee, no nie mówię, ze o 10 już wróciłam po sklepowej przelotce...
-
2011/04/24 12:55:10
Tak przy okazji pieczenia,jak sie przelicza te drodze suche na piekarskie?Ja nie mam zielonego pojecia jak korzystac ztych drozdzy w proszku:(
-
2011/04/24 13:11:49
Jak masz farta to znajdziesz mniejsze zaszetki - na 500-1000g mąki. Jak większe, to dzielisz na oko. Te drożdże sie najpierw miesza z mąką (nie robisz zaczynu). Wydaje mi sie, że trzeba dac trochę więcej niz świeżych.. Nie znosze ich, szczerze mówiąc.
-
2011/04/24 19:38:43
Na czym polega teologiczne urażenie muzułmanki?
-
2011/04/24 19:56:58
To co katolik uzna za niewinny i miły gest, muzułmanin może uznać za agresywny prozelityzm. A nie chciałabym jej dotknąć, bo to bardzo miła osoba.
-
2011/04/25 19:04:57
Ile ja bym teraz oddał za jakąkolwiek kiełbasę! Dobrych świąt!
-
2011/04/25 20:06:18
Juz zjedliśmy..... Mała była, niestety.
-
2011/04/27 11:09:08
Jak po powrocie pójdę do mięsnego, to przypuszczalnie sprzedawczyni spojrzy na mnie i wezwie ochronę.
-
2011/04/27 11:29:08
Nie. Kupisz za dużo, będziesz żarł niczym zwierz przez 3 dni aż do wypęku. A potem byś patrzył z przerażeniem na wagę (jakbys był dorosły jak ja i R) ale w twoim wieku to metabolizm jeszcze zmoże tę szynkę... Czego życzę w każdym razie.